sobota, 9 marca 2013

Rozdział 14

                                              Soul Society

                         Rukia wracała wolnym krokiem z prezentem dla Byakuyi. Z jednej strony cieszyła się przyjęciem ale nie mogła zapomnieć o nocnym koszmarze. Bała się. Od kilku dni z Sode no Shirayuki próbowała znaleźć sposób na pokonanie wiedźm ale daremnie. Jej zanpakutou miało porozmawiać z najstarszymi ostrzami ale póki co niczym jej nie poinformowała. Rozmyślając doszła do rezydencji, kilku kapitanów już tam było pomagając robić ostatnie poprawki, przywitała się skrzętnie ukrywając prezent dla Byakuyi. Chociaż powinna się przebrać w eleganckie kimono wolała pozostać w stroju shinigami, czuła się jakoś pewniej. Spinając włosy spojrzała w lustro. Zobaczyła siebie w nocy z krwią i lodem na twarzy. Mrugnęła, teraz odbicie było normalne. Wstała i wzięła zanpaktou. Wyszła i osłoniła oczy przed oślepiającym światłem. Byakuya już siedział na miejscu, skinęła głową witając się z nim. Usiadła, większość gości już była. Ze smutkiem spoglądała na delikatnie padające płatki śniegu, jednocześnie ogarniając wzrokiem twarze gości. Razem z bratem siedziała na eleganckim krześle, goście siedzieli lub stali w zależności od ich statusu społecznego w ogrodzie dworu Kuchiki. Po złożeniu życzeń i podarowaniu prezentów wszyscy mieli przejść do głównej sali, gdzie był już przygotowany wcześniej przez służbę poczęstunek. Zaczęło się, głowy szlacheckich rodów podchodziły, składały życzenia i dawały prezenty jubilatom. Szło to wolno, każdy oczywiście chciał zaprezentować się z jak najlepszej strony przed członkiem klanu Kuchiki. W końcu nadszedł czas na życzenia od kapitanów 13 oddziałów. Rukia rozluźniła się, nareszcie stało się to mniej formalne, kapitanowie a zwłaszcza kapitan 5 i 8 oddziału żartowali by rozluźnić napiętą atmosferę. Do najważniejszych osób na tym przyjęciu podeszli wicekapitanowie, oni również rozluźniali atmosferę a w szczególności Renji, który wracając wywinął orła  przez skórkę banana podłożoną przez Ichigo. Renji nie został mu dłużny i znalazłszy pudełko jajek obrzucił go. Kłócących się shinigamich rozdzielił kapitan Hitsugaya a impreza toczyła się dalej. Przed czarnowłosymi zamigało białe, lśniące światło i pojawiły się zanpakutou. Sode no Shirayuki oraz Senbonzakura podeszli do Rukii i Byakuyi, złożyli im krótkie i szczere życzenia oraz wręczyli im prezenty. Obydwa były tak zapakowane, że nie było sposobu by zgadnąć co to jest. Rukia próbując zgadnąć co to jest napotkała tylko uśmiech swojego zanpakutou. Mimowolnie też się uśmiechnęła, kto wie może ten prezent to rozwiązanie problemów z czarownicami. Kapitańskie zanpakutou zniknęły. Kapitan 9 oddziału wstała i wręczyła prezent swojemu bratu. On zrobił to samo. Usiedli na swoich miejscach. Zaproszeni goście skłonili się i powoli ruszyli za Byakuyą otwierającym drzwi głównej sali. Nagle niebo przysłoniły czarne chmury zaczęły krążyć po niebie razem z zimnym porywistym wiatrem. Rukia zamarła, jej koszmar zaczął się spełniać. Dotknęła zanpakutou by poczuć się pewniej, Byakuya wziął do ręki Senbonzakurę tak samo postąpili pozostali kapitanowie. Czarnowłosa wzięła do ręki prezent od lodowej katany. Przycisnęła go mocniej do siebie, tym samym trzęsąc się ze strachu. Rzuciła się do biegu, mijając zaskoczonych gości i nie zwracając uwagi na nawołujących ją Ichigo i kapitana 6 oddziału. Wyjmując ostrze wypowiedziała:
- Mae, Sode no Shirayuki - a następnie krzyknęła, kierując katanę w stronę przeciwników - Tsugi no mae, Hakuren.
Potężna fala lodu zamroziła czarownicę. Ichigo otworzył usta ze zdziwienia, atak Rukii był dziesięciokrotnie silniejszy niż wtedy gdy ostatni raz widział to. Nie sądził, że stała się aż tak silna. Czarnowłosa zaś wiedząc, że choć na chwilę zatrzymała te wiedźmy pobiegła w stronę lasu używając shunpo. Wiedziała, że zachowuje się jak tchórz, ale tylko to mogła zrobić by przerwać urzeczywistniający się koszmar. Będąc między drzewami szukała zawieszonej na drzewie granatowej wstążki. Znalazłszy ją w końcu wdrapała się na drzewo i skryła się w ogromnej dziupli. Użyła Shakkaho by czerwona kula oświetliła prezent który trzymała w dłoni. Rozdarła papier i otworzyła pudełko. W środku na miękkim granatowym materiale leżał połyskujący lśniącą bielą sztylet. Gdy wzięła go do ręki  rozpadł się na trzy części. Ze zdziwieniem zauważyła, że w gruncie rzeczy te trzy kawałki są identyczne jak sztylet w pudełku. Przyjrzała się jednemu nietypowy kształt i waga czyniły go śmiercionośną bronią. Świetnie układał się w dłoni jakby był dłonią drugiego człowieka a nie martwym przedmiotem. Odłożyła go na bok. Chwyciła teraz materiał próbując znaleźć jakąś informację na temat tej rzeczy. Gdy nim potrząsała zauważyła równe i staranne pismo Sode no Shirayuki. Zaczęła czytać otwierając szerzej oczy.
                      Byakuya rozglądał się po rezydencji, miał nikłą nadzieję że jego siostra tu jest. Rukia mu trochę powiedziała o tym co miało się zdarzyć ale wiedział, że nie powiedziała mu wszystkiego. Pewnie nie chciała go zmartwić aczkolwiek chciał poznać prawdę. Krótko po zniknięciu kapitan 9 oddziału wiedźmy uwolniły się i zniknęły. Denerwowało go przerwanie ceremonii ale w pewien sposób chciał żeby to zaczęło się wcześniej na przykład przed przemową Rido Kenzou. Nienawidził tego dziada, gdy mówił życzenia jego słowa ociekały sarkazmem i nieszczerością. Nie było osoby która darzyłaby go sympatią nawet prostoduszny kapitan 13 oddziału go nie lubił. Oszalał wręcz po śmierci żony a choroba i przegrana tylko bardziej go męczyły, winił dzieci za śmierć Uiharu. W ogóle nie przypominał swego ojca Daisuke. Rido ociekał złością i nienawiścią szczególnie do kapitana 6 oddziału. Przy każdej okazji wytykał mu złamanie zasad rodów szlacheckich. Czarnowłosy starał się nie cieszyć z cierpienia innego człowieka ale czerpał radość z tego, że głową rodziny Kenzou wkrótce zostanie Aya. Był dosyć rozgarniętym chłopakiem i jedyną urazę chował do ojca ale nikt nie miał mu tego złe wręcz popierali to i cieszyli się, że młody nie jest uległy. Aya w tej chwili tłumaczył coś Ichigo zapewne i on martwił się o Rukię. Ichigo podbiegł do Byakuyi i wręczył mu jego prezent od jego zanpaktou.
- Senbonzakura prosił bym ci to przekazał, masz to otworzyć - poinformował go. Kapitan 6 oddziału z lekkim ociąganiem się posłusznie otworzył prezent. Było to podobnie jak w przypadku Rukii pudełko tyle tylko, że to miało kolor jasnofioletowy. W środku był srebrny kompas ozdobiony czerwonymi klejnotami. Obok niego była informacja od ofiarodawcy. Tłumaczyła ona zasadę działania ,,Impasu''. Kompas ten wskazywał drogę do tego co było najważniejsze dla osoby która go trzymała, oprócz tego chronił właściciel tworząc wokół niego barierę nie do zniszczenia. Ichigo zaglądając Byakuyi przez ramię zrozumiał. 
- Celem jest pokonanie przeciwników - odrzekł rudowłosy -a skoro ty jesteś posiadaczem to znaczy, że musisz znaleźć Rukię która pewnie wie jak zniszczyć czarownice.
- Wiem, Kurosaki Ichigo - spokojnie rzekł Byakuya - a teraz choć ze mną. Prawdopodobnie będziesz potrzebny.
Używając shunpo ruszyli w kierunku który wskazywała igła.
                                 Kapitan 9 oddziału rysowała na ziemi krąg oraz rozpaliła trzy pochodnie. Postępowała według wskazówek Sode no Shirayuki. Modliła się w duchu tylko o to by Byakuya zdążył na czas. Ostrza wykonały kawał dobrej roboty nie tylko znalazły sposób na pozbycie się przeciwnika ale również odnalazły przedmioty potrzebne do tego. Była im za to niezmiernie wdzięczna. Niestety nie miała czasu poczuła dreszcze. Wiedźmy były tu teraz należało tylko zwabić je w pułapkę.
...................................................................................................................
Z okazji moich urodzin ten rozdział będzie odrobinkę dłuższy. Bardzo przepraszam za moją długą nieobecność ale laptop był w naprawie przez 3 tygodnie a oprócz tego zbliżają się egzaminy gimnazjalne. Więc nauczyciele wciskają tyle sprawdzianów ile tylko się da. (np. w ten piątek miałam aż trzy z fizy, bioli i anglika w dodatku nie liczę na nic więcej niż tróję). No cóż rozdział specjalnie dedykuję Księżniczce Mroku która na bieżąco komentuje moje idee. Pozdrawiam i zapraszam do czytania Makoto Shi.

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 13

                                                  Soul Society

                                    W jedenastym oddziale jak zwykle trwała walka, Zaraki Kenpachi kontra reszta oddziału. Połowa oficerów leżała bez ruchu na podłodze. Ichigo otworzył drzwi i wszedł. Kapitan jedenastego oddziału uśmiechnął się.
- Czekałem na ciebie Ichigo, szykuj się do walki - powiedział
- Miałem tu przyjść tylko po to by z tobą powalczyć, jeśli tak to podziękuje - odrzekł rudowłosy.
- Nie chodzi o samą walkę ale o trening pewna osoba do mnie przyszła i poprosiła o to by sprawdzić i zwiększyć twoje umiejętności. W końcu 13 lat to szmat czasu, mógłbyś zapomnieć jak się walczy, co Ichigo?
- Pewna osoba, czyli kto? - zapytał 
- Kuchiki Byakuya - rzekł Ikkaku przysłuchujący się ich rozmowie
- Byakuya !? 
- W sumie to nie moja sprawa  ale walka z tobą jest interesująca, no zaczynamy - zakończył Zaraki
Początkowo Kurosaki nie mógł się przełamać, wszystko szło mu opornie, potykał się nawet o własne nogi ale z czasem zaczęły mu się przypominać poprzednie pojedynki. Zaczął napierać z większą siłą i pewnością siebie. Ikkaku Madarame zauważył zmianę w postawie rudowłosego. Sam nie mógł się doczekać kiedy będzie mógł się z nim zmierzyć. Co chwila było słychać dźwięk uderzających o siebie katan. Na ziemie spadały  pojedyncze krople krwi, raz jednego a raz drugiego. Zmęczeni w końcu usiedli na ziemi. Ikkaku zakończył dzisiejszy trening i kazał Ichigo przyjść dnia następnego. 
                                           W Soul Society i w Świecie Ludzi minęły spokojne dwa dni. Nikt nie został zaatakowany. Wszystko było pogrążone w niby spokojnej atmosferze, niektórzy jakby zapomnieli o mającym nadejść z dnia na dzień niebezpieczeństwie. Ichigo w ciągu tych dwóch dni codziennie trenował, Rukia również. W Świecie Żywych porucznik 5 oddziału, Momo Hinamori, Jun, Aya, Louise, Miyako i Omi żegnali się z panią Barbarą i panem Stanisławem.Obiecali, że na pewno w przyszłości ich odwiedzą. Dostali trzy pełne kosze przysmaków. Znajdowały się tam powidła, dżemy, bigosy, żurki i wiele, wiele innych specjałów. Po wejściu w las by nikt ich nie zauważył otworzyli przejście do Soul Society. Gdy doszli na miejsce przed oficjalną bramą czekali na nich kapitan 9 oddziału Rukia Kuchiki, kapitan 12 oddziału Mayuri Kurotsuchi oraz kapitan 5 oddziału Shinji Hirako. Shinigami początkowo zdziwieni, uśmiechali się od ucha do ucha ciesząc się z tego, że są już w domu. Rukia zdziwiona zauważyła kosze z jedzeniem. Oficerowie wytłumaczyli jej jak spędzili te kilka dni i że dostali to w zamian za pracę w gospodarstwie. Rukia rozdała ostatnie sześć zaproszeń i poszła razem ze swoimi podwładnymi do kwater 9 oddziału gdzie czekali na nich wszyscy oficerowie oddziału Rukii. Oficerzy bawili się ale z umiarem gdyż dnia następnego miało się odbyć przyjęcie urodzinowe w rezydencji Kuchiki. Rukia poszła do swojego gabinetu by nie przeszkadzać oficerom swoją obecnością, zabrała się za małe porządki bo nazbierał się u niej mały bałagan. W sumie to połowe gabinetu miała zawaloną raportami i innymi dokumentami. W czasie gdy próbował znaleźć najstarsze dokumenty drzwi otworzyły się i stanął w nich Aya. Początkowo nie zauważył kapitan ale potem zobaczył ruszającą się górę papierów.
-  Mogę wejść – zapytał
- Tak proszę, wchodź – odpowiedziała siadając za biurkiem – usiądź
- Czy mogę zobaczyć listę gości na przyjęcie? – zapytał siadając
-  Dobrze, akurat mam ją przy sobie –podała mu kartkę zapisaną drobnym druczkiem. Aya czytał dokładnie każde nazwisko nagle w jego oczach zapłonęło coś na kształt nienawiści, co zdziwiło czarnowłosą. Dziewiąty oficer rzadko okazywał jakiekolwiek emocje.
-    - Kapitan Kuchiki, ja raczej nie pojawię się na urodzinach - w końcu wydusił z siebie                                
- Z powodu twojego ojca, Rido Kenzou, tak?
-       - Skąd kapitan wie o tym, nikomu o tym nie mówiłem – rzekł podnosząc głos
-     - Pamiętaj, że jestem siostrą głowy rodziny Kuchiki. Kiedyś spotkałam się z tobą gdy razem z Byakuyą odwiedzałam jeden z czterech szlacheckich rodzin, rodzinę Kenzou. Wtedy jeszcze tam byłeś, prawda. Przed tym jak uciekłeś z domu i zmieniłeś nazwisko.
-     - To prawda, ojciec był, nie, jest tyranem, bił mnie i moją siostrę. Ona wyszła za mąż w ten sposób uciekła ale ja jako przyszła głowa rodu musiałem tam zostać.
      -   Rozumiem co czujesz ale nie możesz odmówić zaproszeniu. Pojaw się tam choćby na chwilę bo inaczej twoim przyjaciołom będzie przykro.
      -  Dobrze, rozumiem kapitan pójdę już – rzekł i wyszedł. Rukia jeszcze chwilę rozmyślała, wiedziała że głowa rodziny Kenzou jest okrutny ale, że bił swoje dzieci. To okropne. W końcu wstała i ogarnęła gabinet po skończonej pracy szybko udała się do rezydencji rodu Kuchiki. Idąc do swojego pokoju przywitała się z bratem i Ichigo oraz życzyła im dobrej nocy.                                                                                     Byakuya obudził się w nocy. Wydawało mu się, że słyszał krzyk. Lecz zignorował to nie widząc i nie czując lodu. Martwił się o swoją siostrę ale ona sama musiała poradzić sobie ze swoim strachem. Położył głowę na poduszce i zapadł w głęboki sen. Za ścianą zaś roztrzęsiona Rukia miała twarz we krwi i oblodzone włosy. Roniąc łzy szeptała ,,To nie może być prawda, po prostu nie może’’
…………………………………………………………………………
Kolejny rozdział za mną. Przepraszam, że taki krótki ale mam po prostu dom na głowie. Ten rozdział dedykuje wszystkim którzy czytają mojego bloga. Pozdrawiam Makoto Shi!
-

piątek, 18 stycznia 2013

Rozdział 12

                                                          Świat ludzi

                               Louise za strachem patrzyła na czarownicę, jeszcze z nią nie walczyła ale widziała co się stało z Miyako  i Ayą. Poczuła dreszcz na plecach. Przypomniała sobie co jej powiedziała kapitan na osobności o tym koszmarze. Opowiedziała jej, że widziała ją, a na jej twarzy krew. A teraz ona stała przed tą wiedźmą. Wedle relacji Ayi umiały one wzniecać duszący dym, ale tylko ta zdecydowanie przewodząca stosowała to. 
- Omi do dzieła - zawyrokowała - nie możemy zawieść
- Masz rację, Zniknij Hozuki - powiedział i stanął koło różowowłosej z uwolnionym zanpakutou. Przeciwniczka tylko na to się uśmiechnęła. ,,Najpierw muszę poznać jej zdolności, spróbuję Kido''-pomyślała.
- Hado 31, Shakkaho - krzyknęła lecz czarownica jakby rozpłynęła się w powietrzu chwilę przed tym jak czerwona kula miała w nią uderzyć. Louise poczuła jej reiatsu za sobą. Nagle poczuła, że coś chwyta ją za kostkę . Straciła równowagę, zamachała rękami i chwyciła Omiego. On podniósł ją i zdziwiony wzniósł się z nią do góry za pomocą shunpo. ,,Co jest''- pomyślała i spojrzała na swoją kostkę, szata shinigami była w tym miejscu rozerwana i zakrwawiona, na jej nodze było widać ukłucia jakby po kolcach i krew. Syknęła z bólu.
- Co się stało Louise? - zapytał Omi
- To tylko mała ranka ale musimy być czujni, gdzie ona jest - krzyknęła obracając się. W tej samej chwili ją zobaczyła jedną ręką dotykała ziemi i mamrotała coś niezrozumiale. Z podłoża wystrzeliły zielone pnącza pokryte ostrymi kolcami. Z szybkością błyskawicy zmierzały w stronę Omi-ego i Louise.
- Co to jest, Louise musimy znaleźć się wyżej - zawołał 7 oficer. Jak powiedział tak zrobili lecz i tak to nic nie dało. Pnącza z łatwością ich doganiały mimo coraz większej odległości od ziemi i czarownicy.
- Dobra, koniec zabawy. Zapadnij się w otchłani, Issa - wykrzyknęła i otoczyło ją jasno fioletowe światło. Z uwolnionym zanpakutou stanęła a jej oczy zalśniły blaskiem. Zamachnęła się ostrzem i wywołała wybuch. Jedno zamieniło się w popiół i spadło na ziemię. Przez twarz czarownicy przebiegł cień zwątpienia ale szybko ustąpił szyrderczemu uśmiechowi. Znowu dotknęła ręką ziemi ale tym razem szeptała szybciej i głośniej a dookoła zaczęły się pojawiać czarne runy. Tym razem z podłoża zaczęły wydobywać się czarne pnącza a z nich unosił się czarny dym. Shinigami wymienili porozumiewawcze spojrzenie i ruszyli w dwie różne strony. Czarownica tylko przyglądała się temu. Jak na umówiony znak, w jednej chwili Louise i Omi zatrzymali się. Chłopak stał się niewidzialny a dziewczyna krzyknęła ,,teleportacja''. Pojawili się za przeciwniczką i zranili ją. Kilka kropel krwi spłynęło na ziemię, czarne pnącza upadły.
- Byłam nieostrożna ale nie poznaliście jeszcze mojej prawdziwej mocy - powiedziała dysząc, podniosła rękę do góry i krzyknęła - Stwory więzów - przebudźcie się!
Dookoła jej ręki pojawiła się czarna poświata. W odległości jakichś dziesięciu metrów od nich zaczęły pojawiać się istoty wyglądające jakby ruchomy szkielet pokryły czarne liany. Najpierw było ich kilka potem kilkanaście. Czuć było ich reiatsu świadczące o tylko jednym celu - zabiciu przeciwnika. Louise zaczęła się trząść. Bała się. Nie była w stanie nic zrobić. W rękach armii wiedźmy pnącza, tam gdzie były kończyny górne, uformowały się w ostrza. Oficerowie 9 oddziału byli jak sparaliżowani. Omi z ledwością dobrnął do Louise i stanął przed nią by w razie czego osłonić ją. Nagle przed nim pojawiły się pozostałe wiedźmy.
- Miałaś ich tylko zabić siostro, a nie pokazywać im swoją prawdziwą moc. Postąpiłaś nierozważnie, chodźmy, cofnij swoją armię - powiedziała jedna z nich
- A co z nimi, zostawimy ich tak - odrzekła walcząca wcześniej wiedźma
- Nie są problemem - rzekła i wbiła ostrze w brzuch Omi-ego - wyczuli nas, znikamy.
Rozpłynęły się w powietrzu z rany 7 oficera wytrysnęła krew i spłynęła po twarzy Louise.
- Omi nie.., Omi - szeptała Louise. W tej chwili pojawili się przed nią Momo i Jun.
- Nie martw się pomożemy mu - powiedziała porucznik 5 oddziału tamując krew -będzie dobrze chyba nie ma uszkodzonych żadnych organów wewnętrznych. Wyczuliśmy wasze spadające reiatsu i udaliśmy się tu. Co się stało?
Różowowłosa zaczęła opowiadać.
                                               Do gabinetu kapitan 9 oddziału wleciał piekielny motyl. Gdy Rukia wysłuchała wiadomość, czym prędzej zerwała się z miejsca i ruszyła do kwater 12 oddziału. Użyła shunpo by dotrzeć tam jak najszybciej. Na miejscu znalazła kapitana tejże jednostki.
- Kapitanie Mayuri, o co chodzi, czemu miałam jak najszybciej tutaj dotrzeć - spytała
- Mamy przekaz ze świata ludzi, twoi podopieczni walczą tam z czarownicą - rzekł i skinieniem ręki wskazał jej drogę do pokoju. W pomieszczeniu na ekranach komputerów widać było Louise i Omi-ego oraz wiedźmę. Rukia patrzyła zdziwiona jej uwagę przykuła technika czarownicy. Pamiętała to. Pnącza, inkantację magii - to część magii ziemi Makoto. Czy te wiedźmy mają z nią coś wspólnego, zastanawiała się. Nagle do pomieszczenia wszedł kapitan głównodowodzący.
- Kapitanie Mayuri proszę przygotować mi raport z tej walki - rozkazał
- Kapitan Kuchiki Rukio, chyba masz już wystarczająco informacji na temat naszych przeciwników - ciągnął - twoim zadaniem jest pokonać te wiedźmy. To wszystko.
- Tak - odpowiedziała i poszła do rezydencji rodu Kuchiki. Nie witając się z nikim poszła do swojego pokoju, będąc tam zamknęła dokładnie drzwi i przesunęła szafę. Wyjęła kawałek drewnianej podłogi i wyjęła pudełko pokryte lśniącą granatową satyną. Deskę odłożyła na miejsce a szafę przesunęła. Wyjęła przedmiot z pudełka,pudełko odłożyła do szafy, zaś ów przedmiot schowała za pas. Wyszła i skierowała się do swojego ulubionego miejsca w całym Soul Society. Miejscem, gdzie trenowała ze swoim porucznikiem Kaienem Shibą. Gdy tam szła zauważył ją Byakuya ,,Więc jednak zdecydowałaś się tego użyć, co się więc stało? Przez dziesięć lat sam widok tego przyprawiał cię o łzy, przez dziesięć lat tego nie używałaś. O co chodzi?''- zastanawiał się. Rukia biegła, gdy wreszcie dotarła na miejsce zdjęła kapitańskie haori i odłożyła zanpakutou. Chwilę później zawiał mocny wiatr.
                                              Ichigo spał w fotelu Renjiego w kwaterze 6 oddziału. Wszyscy byli zajęci przygotowaniami a szczególnie Byakuya, więc nie martwił się, że ktoś go obudzi. Miał sen który był jakby dalekim wspomnieniem którego nie pamiętał było to sprzed 16 lat. Walczył z hollowami w Karakurze dziwnym trafem było ich tak dużo, że nie dawał rady. Nagle pojawiła się dziewczyna na oko szesnastoletnia, przywitała się z nim i powiedziała, że mu pomorze. Po czym w jej ręce pojawił się miecz a na plecach pojawiły się czarne skrzydła. Z szybkością błyskawicy zabijała kolejne hollowy, tak że nie został ani jeden. Na odchodnym powiedziała:
- Nazywam się Makoto, na pewno jeszcze kiedyś się spotkamy Kurosaki Ichigo. Potem pojawiła się kolejna scena. Tym razem stał on w ciemności a ta sama dziewczyna wyciągała do niego dłoń na której leżał sztylet.Usłyszał w głowie jej głos ,, Zrób to co musisz, nie lękaj jeśli uważasz, że to co robisz jest słuszne. Dlaczego się wahasz?'' Po czym znikła a na ziemię spadł sztylet. Nagle obudził się zobaczył przed sobą list, otworzył go i zdziwił się, ma iść do jedenastego oddziału, po co? Mimo wszystko jednak wstał i udał się do wskazanego miejsca.
................................................................................................................
Dwunasty rozdział za mną. Przepraszam, że tak długo nie pisałam ale mam trochę dużo nauki. Jestem na szczęście po sprawdzianie z historii ale dowiedziałam się, że czeka mnie jeszcze ich pięć. No cóż w trzeciej gimnazjum mało jest czasu na odpoczynek. Pozdrawiam i proszę o komentarze Makoto !

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział 11

                                                Soul Society

                           W dziewiątym oddziale trwał bałagan. Pod nieobecność kapitan, która załatwiała sprawy związane z przyjęciem urodzinowym, porucznik zwołał zebranie. Chodziło o prezent dla kapitan Kuchiki.
- Macie jakieś pomysły? - zapytał Hisagi
- Zróbmy wielką laurkę i wszyscy się tam podpiszmy - zaproponował 18 oficer
- Nie... to zbyt banalne - odparł inny
- Z tego co pamiętam Rukia lubi króliczki Chappy - podpowiedział Ichigo, który najlepiej z całego towarzystwa znał ją. Mimo, że nie był członkiem 9 oddziału, zgodził się na prośbę Shuheia o pomoc.
- Kupmy jej wielkiego królika!
- Kocyk w króliczki!
- Obraz z króliczkiem!
- Kiedyś mi coś takiego pokazywała to odpada - powiedział Kurosaki. Nagle drzwi oddziału otworzyły się i stanął w nich Renji.
- Jest tu może kapitan 6 oddziału? - zapytał
- Jeśli dobrze pamiętam to jest w swojej rezydencji, razem z Rukią opracowuje szczegóły imprezy - odpowiedział Ichigo -A właśnie Renji, wiesz może co lubi Rukia?
- Hmmm... , o już wiem lubi wysoko położone miejsca, dobra ale ja lecę jak chcecie znać więcej szczegółów zapytajcie mojego kapitana, ja lecę pa.
- Mam pomysł - wykrzyknął Hisagi - zawieśmy jej hamak w  gabinecie pod sufitem, a dookoła zróbmy tapetę z króliczkami Chappy!
- To jest dobre - ktoś stwierdził
- No to spotkanie uważam za zakończone, Haruhi zajmiesz się kupnem tych rzeczy - zwrócił się do trzeciej oficer.
- Nie ma sprawy - odpowiedziała
                        Rukia sprawdzała czy lista gości zgadza się z listą wysłanych zaproszeń. Zmarszczyła brwi coś tam się nie zgadzało, zaproszonych gości było więcej. W końcu dojrzała do kogo nie doszło do zaproszenia. Były to osoby które wybrały się na misję. Nadal nie było od nich odpowiedzi. Wypuściła powietrze i oparła się o krzesło, na szczęście znalazła już prezent dla Byakuyi miał go odebrać rano w dniu przyjęcia. Wstała i skierowała się do głównej sali w rezydencji rodu Kuchiki. Mimo, że była tu już wiele razy za każdym razem to pomieszczenie robiło na niej wielkie wrażenie. Sala ta była wielkości 2 boisk piłkarskich, na każdej ścianie było z 15 wielkich przestronnych okien. Osłaniały je śnieżnobiałe zasłony spięte srebrnymi klamrami. Podłoga wyłożona wypolerowanym drewnem, lśniła. Z pomieszczenia wychodziło wyjście na ogromny taras, a widok był na drzewa sakury obecnie pokryte śnieżnobiałym puchem.
- Rukia, czy wszystko gotowe ? - zapytał Byakuya
- Prawie Nii-sama, nie wręczyłam jeszcze zaproszeń  6 osobom.
- Czy to te osoby po których słuch zaginął w świecie ludzi?
- Tak.
- Przed chwilą Mayuri Kurotsuchi poprosił bym ci przekazał, a mianowicie że dostał od nich informację, wrócą za 3 dni.
- Oh, kamień spadł mi z serca ale to niestety nie było moje jedyne zmartwienie.
- O co chodzi ?
- Nie chciałam cię martwić ale wiem co jest celem tych wiedźm. One... chcą zdobyć nasze zanpakutou. Chcą to zrobić podczas przyjęcia urodzinowego.
- Wiem
- Ale skąd ...
- Wszechkapitan mi powiedział o pozwoleniu który otrzymałaś od niego. Nie obwiniam cię o to, że mi nie powiedziałaś ale nie powinnaś sama się tym zajmować. One są niebezpieczne. Uważaj na siebie i wracaj do pracy.
- Tak Nii-sama - odparła i udała się do kwater swojego oddziału, gdzie czekały na nią stosy raportów do wypełnienia. Westchnęła i zabrała się do roboty.
                               W tym samym czasie w świecie ludzi sześcioro shinigami odpoczywało po pracy. Było to dla nich o wiele trudniejsze niż walka z pustymi. No ale otrzymywali w zamian dach nad głową i jedzenie.
- Myślałem że będzie mniej roboty a to jest strasznie męczące - powiedział Jun
- Nie jest tak źle, po za tym wczoraj było zabawnie. - zaśmiał się Omi
- Niby w którym momencie - odparł członek 12 oddziału
- Wtedy gdy na tobie krowa usiadła - zachichotała Louise
- Bardzo śmieszne, hahaha.
- W okolicy pojawiło się kilka hollowów, kto pójdzie się nimi zająć ? - zapytała Momo, wchodząc do pokoju gdzie odpoczywała reszta.
- Ja z Louise  - odpowiedział Omi i razem z nią zamienił się w shinigami. Szybko wyszli i skierowali się w stronę reiatsu hollowów. Idąc rozmawiali o Ayi i Miyako. Ostatnio między tą dwójką pojawiła się pewna zażyłość. Pomagali sobie wzajemnie i spędzali razem więcej czasu niż zwykle. Przed tym jak wyszli, Louise zauważyła że Miyako opiera się o ramię Ayi. Wyglądali jak zakochani. Omi zgadzał się z 8 oficer, że powinni być parą. Nagle usłyszeli trzask, przed nimi pojawiło się 8 hollowów. Członkowie dziewiątego oddziału nawet nie wyczuli ich reiatsu. Czym prędzej wyjęli ostrza i przygotowali się do ataku, mimo szybkości te stwory nie wyróżniały się specjalną siłą. Shinigami pokonali ich szybko. Gdy schowali ostrza usłyszeli złośliwy śmiech.
- Tu się ukryliście, skarbeńki - oficerowie ze zgrozą stwierdzili, że ten głos należy do jednej z czarownic, po chwili dodała - zaczynamy zabawę moi drodzy !
..............................................................................................................
Weekend nareszcie. Tak więc rozdział 11 za mną nie wiem czy jutro się wyrobie z notką bo czeka mnie sprawdzian z historii we wtorek ( a materiał to około 45 stron w zeszycie ). Proszę o komentarze i pozdrawiam Makoto Shi!!

czwartek, 27 grudnia 2012

Święta w Soul Society

                                     Soul Society

             W Soul Society zarządzono specjalne spotkanie kapitanów z okazji świąt Bożego Narodzenia. Wszyscy kapitanowie byli poddenerwowani - co tym razem wymyślił wszechkapitan. W zeszłym roku był konkurs na najładniejszą choinkę. Gdy wszyscy dotarli zdziwieni byli wyglądem sali spotkań. Na ścianach były porozwieszane wieńce oraz czerwone wstążki na suficie powieszone były świerkowe gałązki z bombkami. Jednak największe zdziwienie wywołał wygląd Yamamoto. Miał na sobie czerwone haori oraz czapkę Mikołaja. Rukia była zdenerwowana to jej pierwsze święta jako kapitan a jeśli nie podoła obowiązkom. Stosunkowo niedawno udało jej się opanować bankai, choć nieznajomość jego zdolności stawia przeciwnika w trudnej sytuacji, to jednak nie wiedziała czy jej siła jest wystarczająca na to stanowisko. W końcu się otrząsnęła - ,,są święta, pomyśl o czymś pozytywnym na przykład co Nii-sama podaruje ci pod choinkę'' pomyślała. Nagle usłyszała głos kapitana pierwszego oddziału.
- Z okazji świąt Bożego Narodzenia każdy oddział przygotuje świąteczną platformę a potem przejadą one po Soul Society. Macie czas do Wigilii. Oprócz tego uroczysta Wigilia odbędzie się na specjalnej sali wybudowanej na terenie 8 oddziału. Drugi oddział ma załatwić choinkę. Trzeci oddział ma zdobyć bombki i inne ozdoby świąteczne. Czwarty oddział zajmie się potrawami, zaś piąty nakryciami do stołu ma być 50 identycznych nakryć. Szósty oddział porozsyła zaproszenia, siódmy posprząta przed i po - ma być czysto, ósmy przygotuje alkohol. Dziewiąty oddział przygotuje kolędy oraz muzykę, dziesiąty ozdobi salę i jej okolice lodowymi rzeźbami i zadba by padał śnieg. 11 urządzi przedstawienie świąteczne, 12 zrobi oświetlenie a trzynasta przygotuje kartkami z życzeniami dla każdego gościa. To wszystko, spotkanie jest zakończone - zakończył swój monolog. Wszyscy zgodnie przystanęli na to i wyszli, wiedzieli że nie ma co próbować negocjować z wszechkapitanem. Rukia z hukiem wpadła do dywizji.
- Ogłaszam alarm świąteczny wszyscy mają się zebrać w głównej sali naszego oddziału - krzyknęła. Oficerowie przecierając oczy i ziewając na przemian kierowali się do wskazanego miejsca spotkania. Haruhi szła z Ayą i Miyako zastanawiając się co w tym roku wymyślił kapitan Głównodowodzący. Omi z Louise zaś nieśli pod rękę Hisagiego który wczoraj za dużo wypił. Podobnie jak i innych członków dywizji rozbudził krzyk kapitan - Do roboty !
- Podzielimy się na dwie grupy, jedna przygotuje platformę a druga zajmie się przygotowaniami do Wigilii. Pierwszej grupie przewodzić będzie 3 oficer Haruhi Fujioka, a drugą grupę poprowadzi porucznik Hisagi Shuhei. Wszystko jest pod moim nadzorem. Wybrane osoby mają się zgłosić do mnie - zakończyła kapitan 9 oddziału. W swoim gabinecie wytłumaczyła wszystko swoim podwładnym i również zabrała się do roboty czyli za szukanie prezentów. W tym roku postanowiła kupić prezenty dla Byakuyi, Ichigo,wszystkich kapitanów, swojego porucznika i oficerów swojego oddziału i kilku porucznikom. Chodziła po sklepach już dobrą godzinę. Nagle dostrzegła to co szukała czyli sklep z maskotkami. Wyszła ze sklepu obładowana i ruszyła w poszukiwaniu reszty prezentów. W końcu po dwóch godzinach poszła do rezydencji by spakować prezenty. Niestety czas spędzony na zakupach był za duży by mogła oddać się tej czynności, schowała wszystko do szafy i ruszyła do oddziału, tam czekały na nią projekty związane ze świętami. Westchnęła i zasiadła do ich przeglądania. W tym samym czasie kapitanowie i porucznicy nie wiedzieli gdzie włożyć rąk, najgorszą robotę miał czwarty oddział który po raz 7 wysyłał shinigamich po zakupy. W końcu zatwierdziła projekt i oddała go 3 oficer po czym wysłała trzech shinigamich po słodycze. Pracy nie było końca a wigilia zbliżała się wielkimi krokami.
                      W końcu nadszedł ten dzień na drodze ustawiły się już platformy. Tłum gapiów zebrał się by oglądać to widowisko. W końcu w takt muzyki ruszyły. Pierwsza platforma była w iście angielskim stylu a na niej kapitan i porucznik pierwszego oddziału popijali herbatkę a pozostali oficerowie byli ubrani w stylu wiktoriański. Od razu było widać kogo to był pomysł. Druga platforma była hołdem złożonym w stronę Yoruichi. Pokryta czarnym pluszem wyglądała jak kot. Większość oficerów miała na sobie kocie uszka i mówiła ,,miau'';)(nawet Omaeda). Trzecia była w miarę neutralna była na niej choinka i renifery. Czwarta podobnie tyle że choinka zamiast łańcuchem była owinięta bandażem a wszyscy mieli na głowach czapki mikołaju. A Isane przebrana za Mikołaja rzucała czerwone czapki z pomponem do tłumu. Piąta była ozdobiona miniaturowymi mikołajami i choinkami w sumie to wszystko było miniaturowe więc ciężko było cokolwiek dostrzec. Kolejna była ciekawsza, w jej centrum było ogromne drzewo sakury z którego padały płatki śniegu, cóż trzeba przyznać że wyglądało to pięknie, na siódmej platformie po zielonej trawce biegały pieski i reniferki, a oficerowie mieli nosy pomalowane na czarno i rogi na głowie. Na ósmej platformie kobiety były przebrane w dość skąpe jak na tą pogodę ubranie, a właściwie krótkie,czerwone sukienki z białym futerkiem i tańczyły kankana. Panowie zaś byli przebrani za mikołajów i popijali sake ku zgorszeniu Nanao Ise. Na bokach dziewiątej platformy stały króliczki chappy rozrzucające słodycze. Na środku były lodowe kolumny na których siedzieli kapitan, porucznik oddziału oraz 10 oficerów. Im wyższa ranga tym wyżej siedzieli. Dziesiąta była w całości pokryta lodem, a na grzbiecie wielkiego, lodowego smoka siedział kapitan Hitsugaya i Rangiku. Na platformie 11 oddziału była choinka z mieczy a na jej szczycie była wielka, różowa gwiazda. Dookoła było lodowisko po którym jeździli a raczej starali się jechać członkowie oddziału. Nikt nie ogarniał dwunastej platformy która przypominała ufo i było na niej pełno żarówek z których chyba miała wyjść choinka. Na jej środku był słup, do którego byli przywiązani członkowie oddziału, a każdy z nich miał czerwoną kokardę na głowie. Ostatnia platforma składała się z żywej choinki, prezentów, reniferów, kapitan Ukitake będącego mikołajem i stawiku z rybami. Po zakończeniu uroczystej parady kapitanowie, porucznicy, niektórzy oficerzy, zaproszeni goście oraz Zu chan,Serek i Lucy-nemu udali się do sali gdzie przygotowany był już barszcz z uszkami. Wszyscy wręcz rzucili się do jedzenia. Gdzieniegdzie na suficie niektórzy żartownisie powiesili jemiołę więc trzeba było uważać. Takim sposobem kapitan 12 oddziału musiał pocałować kapitan Retsu Unohanę. Po barszczyku przeszli do dzielenia się opłatkiem, trwało to dobrą godzinę chociaż wszyscy starali się streszczać bo nie mogli doczekać się najważniejszej rzeczy PREZENTÓW. W tle było słychać kolędy przygotowane przez oddział Rukii. Oddział 11 przedstawił przedstawienie w którym mikołaj czyli Zaraki Kenpachi  razem z elfem czyli Yachiru walczyli ze złą bandą która chciała zniszczyć święta. Wszyscy byli zdziwieni talentem aktorskim niektórych członków jedenastki i gorąco ich oklaskali. W końcu nadeszła ta chwila przebrany za mikołaja Yamamoto podszedł do choinki po czym usiadł na stołku i zaczął mówić - Hoo, Hoo, Hoo, czy dzieci były grzeczne - Po czym brał spod choinki prezenty których nazbierało się trochę. Większość kapitanów była zdziwiona prezentem który otrzymali od Rukii-czyli maskotką, wyjątek stanowił Byakuya który dostał książkę której brakowało mu do kolekcji oraz sadzonkę drzewa sakury z której miało wyrosnąć drzewo miniaturka. Po wręczeniu ostatniego prezentu rozpoczęła się prawdziwa impreza sake i głośna muzyka. Po pewnym czasie kilka osób zaplątało się w łańcuchy, niektórzy pijani robili orły na śniegu bez ubrań a cała reszta bawiła się doskonale. Rukia trzymała w ręce ostatni prezent, który nie zdążyła wsunąć pod choinkę, przeznaczony dla Ichigo. W końcu go znalazła, zorientowała się że stoją pod jemiołą. Pocałowała go w policzek, wręczyła prezent i poszła do członków swojego oddziału. Ichigo zdziwiony odpakował prezent była to akwarelka przedstawiająca jego i Rukie zaraz potem jak pokonali Aizena. ,,Dziękuje'' pomyślał a za chwilę stwierdził, że to najlepsze święta w życiu.
                                      WESOŁYCH ŚWIĄT!
................................................................................................................
 Przepraszam, że trochę późno a właściwie po świętach dodaje ten rozdział, ale w tym roku sprzątania przed świętami było wiele a święta i tak były u rodziny. Ten rozdział dedykuje wszystkim którzy czytają mój blog. Tak więc wesołych świąt Bożego Narodzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń i rodzinnej atmosfery oraz to co najlepsze życzę wam wszystkim, Makoto. A teraz trochę świątecznych obrazków.
















niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 10


                                              Świat ludzi, Polska, Biała

                    Starsza pani na oko sześćdziesięcioletnia weszła do stodoły mieszczącej się na jej podwórku.
- Stasiu – wydarła się na całą wieś – co robią ci ludzie tutaj?
Jej mąż który przybiegł nie wydawał się być zdziwiony.
- Jak to co, leżą Basiu - odpowiedział
- Przecież widzę ale co oni robią w naszej stodole, Stasiu
- Nie wiem, Basiu
- Może to jacyś bezbożnicy leć po egzorcystę, Stasiu – rozkazała, lecz nagle jedna z osób obudziła się a tą osobą był Omi.
- Dzień Dobry państwu – powiedział grzecznie i zaczął budzić shinigamich, którzy z równie zdziwionymi minami co pani Barbara patrzyli się na obcych.
- Dzień dobry – rzekli
- A dzień dobry, dzień dobry, ale kim jesteście i co robicie u mnie w stodole?
- Właściwie nie wiem co tu robimy ale czy możemy wejść do jakiegoś ciepłego pomieszczenia( jest zima) i dostać coś do jedzenia – poprosił najgrzeczniej jak potrafił Omi.
- Dobrze, chodźcie do mnie do domu – odrzekła pani Barbara
- Ależ Basiu obcych zapraszać do domu.
- Nie widzisz, że są głodni i zmęczeni, pamiętaj ,,Gość w domu to Bóg w domu ‘’. Chodźcie za mną – rozkazała Basia, Aya pomógł Miyako wstać gdyż jeszcze była słaba i poszli do domu. Po drodze minęli psa, kury oraz koty. Usiedli na niewielkiej kanapie i jedli chleb ze smalcem popijając to herbatą.
- Przepraszam, ale gdzie się znajdujemy – zapytała Louise
- A w moim domu, we wsi – odpowiedziała pani Barbara
- A ogólniej – poprosił Omi
- We wsi Biała, niedaleko Kalisza – dopowiedział Stanisław
- Czy Kalisz to jakieś większe miasto, musimy dostać się do Karakury w Japonii – zapytała Momo
- Japonia to strasznie daleko, a w Kaliszu nie ma lotniska… - panu Stasiowi przerwał Jun – wcale nie musimy dostać się do Karakury, możemy poczekać 5 dni a potem wrócić do Soul Society, z Miyako nie jest najlepiej, zostańmy tu kilka dni.
- To dobry pomysł, możemy tu zostać przez 5 dni proszę pani, prosimy – poprosiła porucznik 5 oddziału
- No dobrze, ale po pierwsze przedstawicie się i powiecie skąd jesteście a po drugie będziecie pomagać mi w gospodarstwie – przedstawiła warunki gospodyni. Zgodzili się, przestawili się gospodarzom którzy dziwnie patrzyli na nich gdy się przedstawiali a potem opowiedzieli o dziwnym mieście w Japonii, Soul Society. To również zostało dziwnie przyjęte no ale cóż. Po czym pani Basia zaprowadziła ich do pokoju. Był trochę zagracony ale szybko wzięli się za sprzątanie. Chłopcy wynosili rzeczy do piwnicy, dziewczyny myły okna i wycierały kurze a Barbara rozdzielała zadania i sprzątała ciuchy. Po dwóch godzinach doprowadzili pomieszczenie do błysku oraz przygotowali posłania czyli jedno łóżko dwuosobowe, dwa materace i jeden śpiwór.  Po tym odpoczęli i zaczęli ustalać jak będą spać, w końcu po wielu kłótniach ustalili, że dziewczyny będą spać na łóżku, Jun w śpiworze a Aya i Omi na materacach. Nagle z kuchni dobiegło ich wołanie – Obiad. Szybko wstali i rzucili się w stronę kuchni bo byli głodni jak wilki. Na stole był żurek z jajkiem oraz bigos z kiełbasą.  Shinigami nigdy nie jedli takich polskich specjałów, więc tym razem to oni byli zdziwieni ale grzecznie usiedli do stołu. Smakowało im a szczególnie Omi-emu, który bardzo zachwalał kuchnie pani Barbary. W końcu dowiedzieli się o swoich obowiązkach, jak również o tym że jest jedna łazienka. Miyako miała robić jedzenie oraz opiekować się Andrzejkiem, małym wnukiem pani Basi, Louise miała karmić i zajmować się kurami i psem oraz pomagać Miyako, miała też zajmować się kotami ale Omi bardzo nalegał by on to mógł robić, więc zajmował się nimi i pomagał panu Stanisławowi w stodole. Momo Hinamori miała chodzić do sklepu i robić porządki, Jun miał zajmować się krowami razem z panem Stasiem a Aya miał pomagać w naprawach np. dachu oraz rąbać drewno. Pracowali do późna i zaczęli się kłócić kto ma pierwszy zająć łazienkę. W końcu pani Barbara ustaliła kolejkę i poszła spać. Shinigami po skorzystaniu z łazienki padli na posłania i zasnęli.
                    Ciszę w rezydencji Kuchiki przerwał krzyk. Ichigo obudził się drżąc z zimna. Ściany jego pokoju były pokryte szronem a podłoga była przykryta cienką warstwą lodu. Najpierw pomyślał, że ktoś otworzył drzwi ale potem poczuł reiatsu Rukii. Wstał i udał się do jej pokoju w celu sprawdzenia o co chodzi. W pomieszczeniu był już Byakuya który uspokajał ją. Pokój Rukii wyglądał jeszcze gorzej niż jego, u niej na suficie znajdowały się sople. Ze zgrozą zauważył, że na twarzy Rukii jest krew oraz ma ranę na lewej ręce. W końcu Rukia nałożyła na palec pierścień z kryształem a potem przekręciła kryształ i dotknęła podłogi. Cały lód jakby się gdzieś ulotnił. Pierścień się rozpłyną a ona położyła się. Wycofał się, chciał spytać Rukię rano co to było ale nie zdążył.
-Musimy porozmawiać Kurosaki – doszedł do niego głos Byakuyi – chodź za mną. Ichigo doszedł do jadalni gdzie czekała na niego gorąca herbata.
- Siadaj – powiedział Byakuya – jestem ci chyba winny wyjaśnień tej sytuacji, co nie znaczy, że popieram podglądnie zza drzwi. Rukia posiada dar, dar który dotychczas miały zaledwie 3 osoby. Jest to zarazem i przekleństwo jak sam widziałeś. Poprzez koszmary Rukii ukazuje się przyszłość jak i ukryta teraźniejszość. Te koszmary mają wpływ na jej ciało i otoczenia, to co się dzieje z nią we śnie, dzieje się z nią naprawdę. Gdy próbuje się obudzić by przerwać to, używa swojego reiatsu które widzisz jak się objawia.
- Ma tak każdej nocy? – wyszeptał Ichigo
- Na szczęście nie, tylko wtedy gdy dzieje się coś złego
- Nie da się nic na to poradzić, przecież ona cierpi – krzyknął Ichigo
- Gdyby się dało coś zrobić to bym to zrobił – odparł Byakuya
- Nie rozumiem cię gdybym tylko tu był starałbym się ze wszystkich sił jej pomóc – powiedział podniesionym głosem
- Nie było ciebie przez 13 lat.
- Teraz jestem i postaram się jej pomóc.
- To wspieraj ją Kurosaki – rzekł i wyszedł. Ichigo oniemiały patrzył w nicość. W końcu otrząsnął się i wrócił spać.
                                  Ichigo, siedział w gabinecie Rukii, myśląc o tym co powiedział mu Byakuya. Zastanawiał się jak pomóc Rukii, wprawdzie zachowywała się normalnie ale widział co się stało w nocy. Nagle poczuł szarpnięcie i wylądował na podłodze.
- Co taki smętny Ichigo – powiedział Renji
- A nic, zmęczony jestem - oodpowiedział
- No to może by się odprężyć pójdziesz z nami na sake?
- Z wami czyli z kim?
- No z Rangiku, Hisagim, Ikkaku, Ayasegawą no i mną.
- Dobra, ale ty stawiasz.
- Okej, ale przyznaj się, zgubiłeś się wczoraj w chacie kapitana.
- Za kogo ty mnie masz Renji, ogarnij się.
- Ja mam się ogarnąć to raczej ty powinieneś palancie.
- Jak mnie nazwałeś pawianie.
- Palant
- Pawian
- Czuje reiatsu Byakuyi nie masz jakichś raportów do oddania
- Nieee…, chociaż w sumie… biegnij! – złapał go za strój i ruszył w kierunku Rangiku, pędząc wpadli na kapitana 11 oddziału.
- Ichigo widzę, że się całkiem dobrze czujesz. masz ochotę na mały pojedynek? – zagadnął Kenpachi
- A jakoś nie czuje potrzeby Zaraki – stwierdził a zaraz potem szepnął do Renjiego -  w nogi!
W końcu dotarli na miejsce, Rangiku ofuknęła ich za spóźnienie ale w końcu złożyli zamówienie i zaczęła się popijawa. W jej czasie dowiedzieli się o zaległościach Abarai, miał do oddania jeszcze 3 zaległe raporty a dzisiaj napisał już 4 więc miał dosyć. A po sprawie z czarownicami zginęło kilku członków 6 oddziału. Więc roboty było co nie miara. W końcu pijani stracili wątek.
                              W swoim gabinecie Rukia robiła ostatnie przygotowania do przyjęcia urodzinowego i myślała co podarować swojemu bratu. W końcu zrezygnowana wzięła raport i udała się do kwater 1 oddziału. Myślała o dzisiejszym koszmarze, wynikało z niego, że te czarownice miał zamiary zaatakować ją podczas imprezy i zabrać jej Sode no Shirayuki, a kapitanowi 6 oddziału Senbonzakurę. A w dodatku martwiła się o członków jej oddziału, brak wiadomości z ich strony, jak również ich znikające reiatsu. Shinji Hirako również martwił się o swoją podwładną, zaś kapitan 12 oddziału biadolił coś o tym, że Juna trzeba spisać na straty. Na miejscu opowiedziała Yamamoto o swoim koszmarze i planach wrogów.
- Proszę o pozwolenie na uwolnienie zanpakutou przez shinigami klasy kapitańskiej podczas przyjęcia urodzinowego.
- Zezwalam, poinformuj o tym pozostałych kapitanów którzy jak mniemam będą tam obecni.
-  Tak, wszechkapitanie
- Dobrze, wracaj do pracy – rzekł, na co kapitan 9 oddziału użyła shunpo i zniknęła. Śpiesząc się nie zauważyła postaci ukrytej w koronie drzewa.
- Wszystko idzie zgodnie z planem – szepnął tajemniczy osobnik i zniknął.
……………………………………………………………..
Mam nadzieję, że spodobają się wam przygody shinigami na polskiej wsi. Szkoła mnie dobija no ale cóż, tak bywa. W dodatku nie wiem jak to się stało ale o sprawdzianie z chemii dowiedziałam się 3 minuty przed nim. Wszystko mi się pomieszało (to był alkin, czy alken, o to jest pytanie?). Trochę spóźnione ale wesołych świąt z okazji mikołajek. U mnie pada śnieg ( tylko kto rano wstanie o wpół do szóstej i odśnieży). Pozdrawiam Makoto!

niedziela, 2 grudnia 2012

Rozdział 9


                                                                Hueco Mundo

                          Miyako z Ayą schodzili po schodach prowadzących w głąb ziemi na terenie Las Noches. Pomieszczenie do którego zeszli było pogrążone w mroku. Lecz z czasem zaczęły zapalać się świece na ścianach. Dzięki nim wkrótce można było zobaczyć czarownice, która otworzyła masywne drzwi blokujące przejście dalej. Brązowowłosa  zrezygnowała z użycia Misao więc cicho skradała się za wiedźmą. W końcu dotarli do drzwi.  Za drzwiami znajdowało się małe pomieszczenie oświetlone przez ogromny żyrandol a wśrodku znajdowały się różne butelki z napojami. Czarnowłosa brała do ręki eliksiry tak jakby czegoś szukała. W końcu wzięła przezroczystą butelkę z cieczą wyglądającą jak płynne światło i otworzyła ją po czym wypiła kilka kropel. W pomieszczeniu nagle pojawiły się kule światła i spadły na czarownicę. Dwójka shinigami przysłoniła oczy gdyż blask był zbyt silny. Gdy odsłonili oczy zobaczyli zamiast zgarbionej staruszki kobietę która miała tak na oko 25 lat. Zdjęła maskę i schowała ją pod płaszcz. Przestraszeni zaczęli się wycofywać gdy wiedźma zaczęł iść w ich stronę. Teraz wręcz biegli, ta jednak z sadystycznym uśmiechem powiedziała:
- Nie uciekajcie i tak was widzę, wiem że mnie śledzicie od kiedy tylko przekroczyłam te ruiny, w moim wcześniejszym ciele moje zmysły były zaburzone ale jesteście dość niezdarni więc się zorientowałam - szybko znalazła się przy Miyako i chwyciła ją za podbródek.
- Jaka śliczna buźka, jak chcesz zginąć - rzekła
- Puść ją - odrzekł Aya przykładając zanpakutou do szyi czrnowłosej.
- Rycerz ratujący swą księżniczkę, urocze.
- Aya, uciekaj poradzę sobie - jęknęła niebieskooka gdyż czarownica chwyciła ją za szyję i podniosła do góry
- Zgaśnij Shinichi - wypowiedział rudowłosy a zaraz potem - Odepchnięcie ciemności - Czarna kula pojawiła się między 10 oficer a wiedźmą, a potem odepchnęła tą drugą.
- Pożałujesz tego chłoptasiu - rzekła odepchnięta. Aya złapał Miyako za rękę i wybiegli na powierzchnię. Lecz także ich przeciwniczka nie próżnowała, coraz szybszym krokiem kierowała się w stronę wyjścia, kiedy stanęła na piasku podnosła rękę a nad ziemią zaczęły pojawiać się czarno- czerwone opary.
- Gińcie nie mam na was czasu wstrętne dzieciaki - rzekła i zniknęła. Dym ich dopadł, brązowowłosa zaczęła się dusić ,,muszę coś wymyślić inaczej tu zginiemy''. Nagle wpadł na pomysł.
- Hado 58 Tenran - krzyknął i pojawiło się tornado które rozproszyło opary - Uff, udało się. Lecz nagle zauważył, że Miyako zemdlała.
- Miyako, Miyako..cholera otwórz oczy - krzyczał potrząsając ją, sprawdził jej puls, był ale słaby. Zaczął ją leczyć za pomocą Kido ale udało mu się tylko ustabilizować jej stan. Wziął ją na ręce i zaczął iść w kierunku  miejsca otworzenia Garganty. W tym samym czasie Louise wychwyciła słabnące reiatsu Ayi i słabe Miyako.
- Ta wiedźma zrobiła cś Miyako i Ayi ich reiatsu osłabło - powiedział
- Masz rację - rzekł Omi - musimy im pomóc. Jak widać te dwie już skończyły, patrzcie.
Do dwóch wiedźm dołączyła trzecia. Oświadczyła dobitnie
- Znalazłam to. Dwoje shinigami mnie śledziło ale powinni już nie żyć ...albo ginąć - dopowiedziała ze złośliwym uśmieszkiem - w cierpieniach, wypijcie - i podała im napój, te po wypiciu natychmiast odmłodniały. Zaczęły coś szeptać miedzy sobą w końcu czarnowłosa otworzyła przejście do świata żywych.
- Musimy szybko im pomóc, użyję mojego zanpakutou po połączeniu go z shunpo dość szybko się tam dostanę - odrzekła Louise.- To ryzykowny pomysł ale nie mamywyjścia, Jun masz jakiś leczniczy napój by im pomóc - zapytała Momo
- Tak mam, trzymaj Louise - podał jej buteleczkę z zielonym płynem
- Okej. Zapadnij się w otchłani, Issa - wypowiedziała komendę
- Dołączymy do ciebie jak najszybciej, trzymaj się - dodał jej otuch Omi
- Teleportacja - szepnęła jej oczy jak i zanpakutou zalśniły, krzyknęła ,, shunpo'' i oddaliła się o jakieś 50 metrów. Powtórzyła tę czynność kilka razy i znikła im z pola widzenia mimo, że używali shunpo. Gdy różowowłosa dotarła na miejsce była naprawdę zmęczona. Aya przykrył własnym ciałem Miyako by nikt jej nie zranił ale sam nie wyglądał dobrze i widać było, że ktoś go zaatakował najprawdopodobniej hollow. Louise szybko podbiegła do niego i wlała mu kilka kropel zielonego napoju do ust, a potem powtórzyła tę czynność nsa Miyako. Aya odzyskał przytomność, wytłumaczył Louise, że Miyako nawdychała się oparów i potrzebuje jeszczę jedną dawkę. Po dostaniu jej Miyako zakaszlała i leniwie otworzyła oczy.
- Aya... Louise - szepnęła
- Och Miyako tak się o ciebie martwiłam - ścisnęła z całych sił brązowowłosą Louise. Aya opowiedział jej całe zajście, gdy skończył pojawiła się Momo Hinamori a zaraz za nią Omi i Jun. Omi od razu ucieszył się, że wszyscy są cali. Jun stwierdził, że jak zaraz nie wrócą to pojawi się tu pełno hollowów.
- Otwórz przejście Jun - poprosiła go porucznik 5 oddziału, ten spełnił jej prośbę i otworzyło się przed nimi przejście do świata ludzi. Aya wziął na ręce Miyako, a Omi posłużył Louiser jako podpora. Gdy przszli przeszła fala uderzeniowa a zaraz potem wszystko zaczęło się trząść.
- Są jakieś zakłocenia czasoprzestrzeni nie wiem gdzie wypadniemy ale na pewno w świecie żywych. Najprawdopodobniej nasze reiatsu bardzo osłabnie. Kapitan Mayuri przygotował dla nas gigai, bierzcie szybko za chwilę wyjście - wytłumaczył, wszyscy weszli w gigai i spadali va następnie wylądowali na kupce siana i stracili przytomność.
                      Ichigo pożegnał się z ojcem i siostrami. Wiedział, że będzie za nimi tęsknił ale nie pasuje do tego świata. Po tym jak pożegnał Rukię 13 lat temu coś w nim pękło, mimo że chciał być prawdziwym człowiekirm nie czuł się tu dobrze. Tęsknił, zamknął się w sobie a potem wmówił sobie, że to był tylko sen choć w to i tak nie wierzył. Szedł wolnym krokiem przez Karakurę by nie zapomnieć żadnego szczegółu związanego z tym miastem. W końcu dotarł do sklepu Kisuke Urahary, otworzył drzwi.
- Witam! W czym mogę pomóc - zagrzmiał głos właściciela - O, Kurosaki, Byakuya uprzedził mnie, że wpadniesz, czemu jesteś w stroju shinigami nie chcesz zostawić tu swojego ciała.
- Ja nie żyję Urahara - powiedział
- Co - rzekł i wysłuchał historii Ichigo - rozumiem, jeśli jesteś na 100% pewny swojej decyzji to chodź
- Tak - odrzekł i udał się za byłym kapitanem 12 oddziału. Gdy zszedł do sali treningowej przejście było już otwarte. Podszedł i zniknął.
- Mam nadzieję, że będzie szczęśliwy - szepnął otwierając wachlarz - trzymaj się Kurosaki.
                     ,, Ichigo - jak mogłam o nim zapomnieć, no ale tyle jest do zrobienia, że nie wiem gdzie ręce wsadzić''. Rukia wyczuła jego reiatsu przy oficjalnej bramie, spieszyła się jak tylko mogła, gdy tylko je poczuła wybiegła tak jak była, trzymając w ręku listę dań od kucharza i raporty. W końcu jego sylwetaka zamajaczyła na tle zachodzącego nieba. Użyła shunpo i błyskawicznie znalazła się przy nim.
- Gdzie byłeś? Dlaczego tak długo? - zasypała go pytaniami
- Spokojnie Rukia, byłem w Karakurze zobaczyłem się z ojcem i siostrami a zatrzymało mnie tam kilka ważnych spraw.
- Rozumiem, twój pokój stał pusty więc zastanawiałam się czy nie zacząć go wynajmować - rzekła  i roześmiała się - cieszę się, że wróciłeś
- Ja też się cieszę, a to co? - pokazał na listę dań od kucharza wygląda smakowicie
- To dania które są propozycją na przyjęcie urodzinowe
- A kogo to urodziny?
- Moje i Byakuyi
- Nie wiedziałem. że macie urodziny w ten sam dzień
- Nie mamy, ja mam 6 stycznia a Nii-sama nieco później, więc urządzamy nasze urodziny mniej więcej w połowie stycznia czyli za tydzień ( w Soul Society na chwilę obecną jest 8 stycznia). Czuj się zaproszony będą wszystkie ważne osobistości w tym wszyscy kapitanowie i porucznicy.
- Aha, szczerze to jestem zmęczony i głodny.
- Jak się pospieszymy to zdążymy na kolację.
- To chodźmy - powiedział i poszli w kierunku rezydencji rozmawiając. Na miejscu był już Byakuya i siedział przy stole jedząc jakąś potrawę obficie posypaną chili. Ichigo był tak głodny, że nałożył sobie na talerz to samo co Byakuya. Gdy przełknął pierwszy kęs, zaczął biegać po całym pomieszczeniu krzycząc,, Wody, dajcie mi wody'', Rukia zanosiła się ze śmiechu, leżąc na ziemi i trzymając się za brzuch. Jej starszy brat też się uśmiechał ale złośliwie, lecz w duszy śmiał się na równi z Rukią. W końcu jakaś służąca zlitowała się nad nim i dała mu kromkę chleba oraz dzbanek a wodą. Ten naburmuszony zjadł chleb i wypił wodę ale żadnej innej potrawy nie tknął.
- Zapomniałam ci powiedzieć o gustach smakowych brata. Nii-sama lubi wszystko co ostre - wykrztusiła nadal chichotając.
- Aha - powiedział naburmuszony - Idę spać, Dobranoc
- Dobrano - odpowiedziała mu - Cóż ja też już pójdę spać, Dobranoc Nii-sama
- Dobranoc Rukia - rzekł i poszedł do swojego pokoju. Czekający tam na niego Senbonzakura nie wróżył niczego dobrego. Po rozmowie z nim Byakuya poszedł szukać starych kronik rodzinnych by znaleźć informację na temat celu tych wiedźm. W końcu zmęczony zasnął.
..............................................................................................
Z powodu pewnych przyczyn a właściwie braku internetu do 15 grudnia będę dodawała rozdziały rzadziej. Bardzo żałuję ale postaram się pisać naprawdę długie notki. Rozdział dedykuje Serek. Pozdrawiam Makoto!